RSS
sobota, 17 października 2015

Zapytajcie mnie kiedy jestem najbardziej szczęśliwym człowiekiem na  świecie?

 

Kiedy po pół roku terapii mały autystyczny zaczyna mówić, choć logopedą nie jestem. Młody człowiek, na którego już patrzył jeden, drugi specjalista stawiając znak zapytania nad kompetencjami mowy werbalnej. Po tygodniach, wysyłania sygnałów, bodźców, wspomagania, porzuca swój chroniący go pancerz i... Patrzy na mnie wzrokiem tym pełnym ufności i mówi. Pierwsze sylaby, potem łączenia, aż dziś odpowiada mi na pytanie:"Jak masz na imię?"

Bezcenne. Za ten wzrok, za tą ufność, za to słowo pierwsze to ja im dziękuję. Często stoję, patrzę i milczę. Jestem zadaniowcem, więc przemyka mi przez umysł:"Mamy to!" Ale barwa emocji jest też taka, ze opisać nie umiem.

Unoszę się nad ziemią tych chwil ulotnych kilka i zapamiętuje - przyda się w dalszej wędrówce.

17:35, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2015

Są takie chwile, kiedy nie cierpię tego, co robię, choć samą pracę terapeutyczną z dziećmi uwielbiam. Diagnozowanie jest dla mnie zmorą. Nie dlatego, że nie wiem jak to zrobić, a raczej dlatego, że potem trzeba z ludźmi, którzy przychodzą z powiedzmy "drobnymi" trudnościami szkolnymi i wychowawczymi, rozmawiać i powiedzieć, że to drobne to.... Hmmm, właśnie jak komuś powiedzieć, że drobne to raczej poważne i brak mowy jest wynikiem szeregu cech diagnostycznych wskazujących na....

Staję przed człowiekiem niczym prokurator. Innego obrazu nie mam. Mam ten sam, który przed laty, gdy odczytano nam "nasz  wyrok." Wiele dni upłynęło nim zrozumieliśmy, że "wyrok" wyrokiem nie jest. Dziś sytuacja się odwraca. Właśnie skończyłam pisać kolejny. Tysiąc myśli, mętlik. Jak to przekazać człowiekowi, przecież w pierwszej chwili i tak ziemia się pod nim zatrzęsie. Łagodzę te wstrząsy jak mogę. Daje wskazówki czasem wrzucam coś prywatnego, podrzucam książki do czytania, rozmawiam. Odbieram prywatny telefon praktycznie zawsze, pomagam przebrnąć przez stosy papierków. I zawsze tylko najtrudniej mi się mierzyć ze swoimi myślami, swoimi obrazami. Słowem ci diagnozujący prokuratorzy też nie mają łatwo. Dziś to wiem. Płacę za to cenę emocjonalnie, choć pewnie w trakcie odczytania "wyroku" nikt nawet nie podejrzewa.....

18:57, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 stycznia 2015

Kobieta swoje odjazdy ma, Nawet niech nikt nie próbuje rozumieć. Nie pojmiesz ni cholery.

Mam taka prywatną teorię wyłączenia emocjonalności. Jednym ruchem można wtedy zakończyć huśtawki i uratować kobietę w odlocie. Niestety. Ani wyłącznika, ani resetu systemu nikt nie zaplanował. Zaplanował natomiast burze wszelakie, konflikty emocjonalne, odloty moralne.

I faceta w tym wszystkim Stwórca zaplanował z inną perspektywą zupełnie. Takiego realnego, rozwiązującego, ale bynajmniej nie kobiece problemy i odloty. To, to tylko znosić i przeczekiwać można. Choć to też sprawa prosta nie jest, bo kobieta" w odlocie" zrozumienia potrzebuje.

Facet istota inteligentna wyucza się schematu praktycznego zrozumienia. Polega on na odpowiadaniu, ze się rozumie i takich tam społecznych wstawkach. Wszystko by kobiety w odlocie nie drażnić. No, zadowolić takową może też by chciał, ale to nieosiągalne wręcz. Kobieta w odlocie swych myśli przepełnionych emocjami i rozpatrywaniami czasów przeszłych zagubiona pyta:

- Chcesz odejść?- wprawiając tym pytaniem naturę samca w stan osłupienia i czuwania, gotowości do działania.

- Że gdzie? Do drugiego pokoju mam przejść, żeby ci nie przeszkadzać.

- Nie, w ogóle?

- W ogóle to ja bym chętnie zrozumiał o co chodzi.

- No, o przeszłość

- Konkretnie?

- No konkretnie to się nie da opisać.

- A jak się da?

- Emocjonalnie?

- Mogę Ci pomóc opisać konkretnie?  - zapytuje samiec z włączonym czujnikiem odrzucania mechanizmów kobiecych. Grzebania w przeszłości, gadania setki razy i naprawiania sklejonego już kryształu. Wszak wiadomo, że kobieta i naprawione, załatwione co jakiś czas naprawić musi. Znaczy paznokciem sprawdzić czy się trzyma i ups... Rysy solidnej dokonać, by rozpamiętać przeszłość i przerobić raz jeszcze . Po cholerę? A ja wiem, tak w pakiecie wyposażenia dostała.

- Możesz.

- Zatem, masz odlot - rozumiem. Musi tak być od czasu do czasu - rozumiem. Przetrwam. Zupełnie nie rozumiem jak można emocjonalnie śmiać się i płakać jednocześnie, ale skoro musisz - rozumiem, ale pytań tego typu nie rozumiem, a opowieści z czasów przeszłych też sobie darujmy.

- Ty w ogóle nic nie rozumiesz! - wyrzuciła z siebie, jednym tchem kobieta w odlocie.

- A ty siebie dziś rozumiesz ?

- Nie wiem....

Kobieta w odlocie poczuła się dotknięta. Nie dostała zrozumienia, czegoś, czego sama nie rozumiała, Odeszła w ciszy pozostawiona w głębokim nie rozumieniu samca, który nieco uspokojony powrócił do przerwanej rozrywki. Jednocześnie pozostawiając ją w pokoju. W samotności, z przekonaniem, że od niego to ani emocjonalnej bliskości (mógłby chociaż przytulić!) ani zrozumienia się nie doczeka.

-

22:39, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 stycznia 2015

Lubię intensywność.

Kiedy się wsłuchuje w dźwięki muzyki. Każda nuta magią wprawia w drżenie emocje. Kiedy w domu pachnie piernikami, wanilią, kawą czy cynamonem. Kiedy światło gra swoim cieniem zachwycając prostotą cienia przez zapatrzenie. Kiedy słowo uderza. wcale nie dźwiękiem i siłą, ale szeptem. Zapada prawie niczym ziarno. Nie daje spokoju, zmusza do refleksji. A są takie słowa. Zapewniam. Wypowiedziane raz. Intensywne. Ostatnio brzmi ew mnie - przezroczystość. Padło raz, może dwa. Odłożyłam do szuflady,zamknęłam. Wraca.

Intensywność o tym też mówię. Taka gra kolorów, świateł, emocji, słów, dźwięków.

Intensywność życia. Odzyskana intensywność - moja. Uwielbiam ją.

Bez klatki zamknięcia w określonej roli. Rodzica, autyzmu przenikającego wszędzie, granicy wypada - nie wypada, myślenia mogłabym, ale.... Bez stagnacji trochę na życzenie, bo bałam się ryzyka, bo lepsze co znane i bezpieczne. Wcale nieprawda!

Uwielbiam  intensywność. Zmienność. Ryzyko mniej, ale intensywność niesie w pakiecie, więc przyjmuję. I jeszcze jedno spojrzenie w przód, nie w przeszłość. Przestałam się bać porażki. Jak się zdarzają doliny  nie krajobrazowe - no bywa. Intensywność nakazuje trwanie, bo kto się nie przewraca?

Mówią, że porażka jest najlepszym nauczycielem. Byle nie rozpamiętywać, byle patrzeć przed siebie, byle  wyciągać wnioski, byle nie gasić intensywności, byle pozwolić jej trwać.

Ostatnio rzadko tu zaglądałam w postanowieniu na rok nowy zapisałam sobie większą intensywność. A dziękując tym wszystkim, którzy świadomie lub nie pokazali mi, że intensywność możliwa i piękna jest. Jest też pewnym wyborem albo też wyborami zostawiam to skojarzenie intensywności.

Właściwie słowo intensywność pozostawiam z dedykacją każdemu. Byle mieć tylko siłę się na nią otworzyć w rożnych odcieniach. Byle pozwolić na przenikanie trwając nawet w sidłach wszelkich przeciwności życiowo - losowych. Byle podjąć ryzyko zmiany. Wcale niełatwe często. Byle mieć odwagę wpuścić jej nić nawet przez zamknięte drzwi.

Intensywność. Pulsujące światło,dźwięk, słowo, życia garść. Byle zawsze mieć sile dostrzec. poczuć, nie odrzucać.

Obiecałam tę laurkę, choć dawno nie malowałam słowem i z wprawy wychodzę. Ale może przyda się komuś jeszcze wciśnięta niczym kartka z zapiskiem życzeń w Nowym Roku.

22:48, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 listopada 2014

Zawsze wydawało mi się, że ciągnie mnie do wyzwań, do rzeczy nowych, ciekawych zawodowo. Im bardziej nowy i nieznany ocean tym lepiej. Tak myślałam. Tego chciałam.

Człowiek widocznie tak ma. Marzysz o tym, co odległe, nieosiągalne. Ile razy słyszałam: "Gdyby nie autyzm to zrealizowałabym...." Słyszałam? Też tak myślałam. Taka cudowna zasłona. Pojadę do Paryża, przecież gdyby nie los, życie, czynnik zewnętrzne, zrobiłabym.

Ja, odważna, ciekawa świata, chłonna nieznanego. Tylko...

No właśnie - tylko. I tak trwałam. W przekonaniu złudnym, że nie mogę, że gdyby tylko nadarzyła się okazja na rozwój.

Rozwój, progres, ważne słowo. Tego chciałam niczym podroży do Paryża. Marzenia, odległe.

Nagle, życie kolejny raz udowadnia mi, że przewrotne jest. A jak zawalczysz to masz.

Przyleciał samolot do Paryża. Z napisem: "Rozwój, nowe wyzwania, nieznane lądy, ryzyko, samorealizacja. Wszystko co wydawało się nieosiągalne, niemożliwe. Wyciągnij rękę, masz. Zielone światło - MOGĘ.'

Tylko ta potrzebująca wrażeń, wyzwań, nowych oceanów.

Staje się jak dziecko we mgle. Pytają: "Ale nie tego chciałaś?"

No tego, tylko jak było....  Cisza.

Dają bilet, pokazują perspektywy. Pilot czeka, dzień, dwa, trzy... Nie będzie czekać w nieskończoność.

A Ona? No chciała. Marzyła jak było daleko?

Człowiek jest jednak niezbadany w swych mechanizmach.

A może czas się przyznać, że dziewczynka nigdy niedorosła. A tu każą grać w życie i nie dają zasłony:"Tak bym chciała, ale..."

Taka gra w daleko - blisko.

 

21:53, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2014

 

Autyzm jednak się przeciska w moje życie. Zawodowo, życiowo już zawsze będziemy ze sobą związani węzłem. Już miałam dopisać małżeńskim, ale .... Małżeński jest do przerwania jednak. W sensie, że kilka rozpraw w sądzie i... 

Uwielbiam to, co robię. Lubię ten autystyczny styl bycia. Fascynuje mnie. 

Po raz pierwszy chyba jednak zawiodłam pewnego młodego człowieka. To już smakuje gorzko, bardzo gorzko. 

Przez sekundę dzwoniący telefon wprowadził mnie w drżenie i ogromną radość. Wiedziałam kto, czekałam. Starała się pomóc zawodowo. Bardzo się starałam. 

Zawiodłam. Mam to poczucie gorzkiego smaku porażki. Zawiodłam jednego z autystycznych. I co tu powiedzieć? Przepraszam? Można sobie za przeproszeniem w dupę wsadzić. 

Milczę. 

Przyjęłam na klatę każde słowo. Słowo pełne  żalu, wyrzutu, zarzutu, złości. 

Najgorsza jest świadomość, kiedy się zawodzi. Zawodowo boli chyba jeszcze bardziej. 

Zawiodłam. 

22:01, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lipca 2014

Jeśli ktoś myśli, że konflikty między kobietą i mężczyzną mają jakieś bardzo wyszukane i poważne podłoże to... Jasne,  ono zawsze jest niezwykle ważne, zazwyczaj dla kobiety, a Osobnik Płci Przeciwnej nic nie rozumie. Ten typ spięć zwykłam nazywać: "Ekspresja biologiczna". 

"Ekspresja biologiczna" to stan podstępny, kiedy sama kobieta wie, że coś jest nie tak, ale za cholerę nie wie o co jej chodzi. No ona nie wie ( uwaga , wiedza tajemna, dla Osobników Płci Przeciwnej) On powinien wiedzieć albo się domyślać. 

Tylko cóż tu rzec, domyślanie się bywa trudne. Ona chodzi naładowana niczym iskrzące gniazdko elektryczne. Zbliżanie się grozi porażeniem przez ciągiem płynące ładunki elektronowe. Przeszkadza jej oddychanie Osobnika Płci Przeciwnej, chodzenie chyba też. Niech fruwa i nie za

biera powietrza. Albo... Zostawi ją w ciszy ekspresji biologicznej. 

Zostawi w ciszy?! Co ja piszę, to grozi eksplozją i wyładowaniem na Osobnika Płci Przeciwnej, że on to przecież: "Nigdy się nie zainteresuje", kiedy ona prawie kona ogarnięta siłą ekspresji biologii organizmu swego. 

Osobnik Płci Przeciwnej zatem interesuje się i zaprasza ją na spacer, starając się rozładować wiszący już w powietrzu konflikt.

Ona idzie oczywiście ale....

- Ale idziesz na ten spacer, bo chcesz mieć później spokój i w ogóle nie chcesz, ale idziesz, bo musisz?

- Co?!

- No idziesz, żebym potem nie powiedziała że nigdzie nie chodzimy i że moja osoba jest ci obojętna?

- Weź już pomilcz i chodźmy.

Ona zatem milczy, Osobnik Płci Przeciwnej idzie w bezpiecznej odległości, nie dotyka, milczy. Idą tak dobry kilometr:

- To piękne tak pomilczeć prawda? Aż miło nie? Przyjemność ze spaceru fantastyczna. A minę masz jak byś Ty szła za karę kochanie. 

- Ja?! A bo Ty znowu to robisz z przymusu i na odwal się.

- O, ciekawa koncepcja. Chcę się dowiedzieć co ja myślę, co czuję, jakie mam intencje, kiedy chcę zabrać cię na spacer skarbie.

- Taka jak zwykle. Robisz to, zebym nie narzekała i zeby mieć święty spokój.

- a no.

- Widzisz mam rację!

- Ależ tak.

- A w ogóle to nigdy nie zwracasz uwagi jak mi jest smutno.

- Nie, no w ogóle, antypatyczny jestem, sorry.

- No nie sorry, bo tak jest.

- No tak. 

- I teraz to jestem jeszcze gorzej zła jak przed spacerem. 

Tu pada jeszcze kilka takich wymianek na tematy zawsze drażliwe, które znamy przecież wzajemnie bardzo dobrze.

Osobnik Płci Przeciwnej przerywa młyn. Młyn kręcący się jak przy wichurze. Napędzany jej napięciem elektrycznym. Spowodowanym ekspresją biologiczną. Ekspresji owej ona czasem poddaje się bezradnie i szuka miejsc wyładowania wszelkiego.

- Kochanie o co się kłócimy? - przytomność tego umysłu ( Jego umysłu) jest zaskakująca.

- No, chyba o to, że nie jesteś empatyczny. 

-O to też, ale co było pierwsze? Znaczy to, co ja nie wiem o czym myślę, ale Ty wiesz.

- (.....) 

- No, ej, w konfliktach trzeba wiedzieć o co poszło, więc...?

- No nie wiem co było pierwsze. 

- A no. 

Tu następuje napad dzikiego śmiechu z jej strony, gdyż naprawdę nie pamięta już co było na początku tego nakręcenia.

- No. Dawaj.

- Nie pamiętam. 

- No daj rękę może się da dalej iść razem bez oparzenia.

- Wiesz to chyba była ekspresja biologiczna

-Rozumiem. Jaki ja jestem cudownie empatyczny. 

 

11:37, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lipca 2014

"Bo Ty nigdy nie jesteś romantyczny" - wyrzuciła któregoś dnia, nie jednego pewnie, matka (nie)specjalna.  I kolejny raz przekonała się, że należy myśleć nim się powie, bo marzenia się spełniają  tylko...

Dziś rano zadzwonił telefon i Osobnik płci odmiennej wziął sobie do serca narzekania kobiety z niedoborem romantyzmu. Spełnia więc marzenia po męsku:

- Część, chcę Ci powiedzieć, bo chyba nie pamiętasz, że kocham Cię przed, po i w trakcie seksu.

Matka (nie)specjalna nie mogła wydusić z siebie słowa. Dobrze, że pewne czynności jak oddychanie organizm wykonuje z automatu. W milczeniu poczuła jak powala ją ogrom jego romantyzmu. Na tyle, że nie tylko musi usiąść, ale też zamknąć gębę szeroko rozdziawioną.

Powyższe wyznanie było chyba jednak drobną ripostą na zgryźliwy tekst matki (nie)specjalnej wyrzucony do Osobnika płci przeciwnej poprzedniego dnia. Ale własny tekst matka pozwoli sobie przemilczeć. W każdym razie miły nie był i podtekst wywołujący irytację Osobnika płci przeciwnej był. Matka miała nawet za niego przeprosić, ale nie zdążyła uraczona takim wyznaniem jakże romantycznym.

Matka (nie)specjalna zapamięta to wyznanie romantyczne i nie wiem czy kiedykolwiek będzie jeszcze narzekała na brak romantyzmu wybranka swego. Wszak marzenia się spełniają, a wrażenie pozostawi ślad na długo. Dłużej niż takie tam rumianki czy maki zbierane na polu.


22:28, m-capuccino
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 lipca 2014

Obiecane zmiany. 

Znika autyzm. Wszystkich w nim "zakochanych" , wplątanych w sidła jego mocy - przepraszam. On się wpisuje, wpisał w nasze życie raz na zawsze. Nie zniknie, nie przejdzie, nie ulotni się, ale... Też po latach obcowania w jego towarzystwie stał się mało atrakcyjny. Albo inaczej stał się niczym cynamon albo chili w gorzkiej kawie. Przebija się wyraźnie przez toń czarnej kawy, ale bez przesady. 

Nie chcę i nie potrafię już o nim pisać.  Sam jako bohater stał się nudny. Monotonny. Nie wierzę, że to piszę, a jednak...

Pomyślałam, że wplatając się ukradkiem w dialogi damsko - męskie, Małżeńskie stanie się cudowną przyprawą do gorzkiego espresso bez cukru. Wszak kobieta i mężczyzna w dialogu są jak dwa ziarenka kawy. Nie, wcale nie tak podobne. Są jak dwa ziarenka kawy z różnych pudełek. Ot, takie skojarzenie.

21:53, m-capuccino
Link Komentarze (1) »
środa, 02 lipca 2014

Milczę. 

Znalazłam przyczynę, przeszyła mnie na wylot myśl jasna. Ja nie umiem pisać o autyzmie już. Tematycznie wygasło. On jest z nami, już zawsze będzie. Bez pytania i zgody staliśmy się parą specjalną w objęciach potwora.

Dobrze pamiętam ten czas, kiedy jedynym marzeniem (obojga? - nie mam pewności, nie pytałam) była myśl, by jutra nie było. Trzęsienie ziemi. 

Ocaleli wszyscy. 

Autyzm stał się powszedni. Ot, taka normalność. W niczym nie przeszkadza, wpisał się w każdy dzień, stał się niezauważalny. 

Właściwie nawet nie ma o czym pisać. 

Nie, no zawsze można. Tematycznie o tym, co obserwować uwielbiam. A zaczęło się właśnie od przebadania kilkudziesięciu Panów - Ojców, na okoliczność postrzegania przez nich autystycznych cech ich dzieci. 

Różnice w postrzeganiu rzeczywistości. Każdej. Niezależnie od umiejscowienia tematycznego - autystycznego. 

Może by o tym pisać? Tylko gdzie wtedy ten autyzm? Zmienić kategorię pisania, czy milczeć dalej (?)

Może to się łączyć będzie? 

Wszak Ojciec autystycznego to typowy osobnik  z cechami wpisanymi w niego zaczerpniętymi niemal z antropologii kultury. Matka, osobniczka z siłami nadprzyrodzonymi, przenika myśli Ojca. Kobieta. Mrugam do Pań, porozumiewawczo. My wiemy, co On chciał powiedzieć, nim On jeszcze zdoła wziąć oddech, by powiedzieć cokolwiek. Mamy moc.

On tylko czasem się dziwi, że tak pomyślał. Znaczy ja wiedziałam, że On tak myśli, On nie wiedział. Jego problem. 

Z tego tylko wynikają różne historie. Z autyzmem i bez niego w tle. 

Można się kłócić o źle zakręconą nakrętkę na płynie do mycia podłóg w sklepie. Matka ten płyn wzięła, nie zwróciła uwagi, płyn się wylał w koszyku. Dla niego żaden problem, wyciera inne produkty przy kasie, towarzyszy mu dzielnie pani kasjerka. 

Matka (nie)specjalna w mojej osobie. Zna myśli i wie, że On myśli, że to przez nią. On wychodząc (uprzątnowszy cały bajzel, matka się nie tknęła) uśmiecha się i pyta tylko: "Słabo dokręciłaś butelkę?"

JA!!!? Ona taka była na półce. ( Oświadczam, że tym razem nawet nie wpychałam nosa by wąchać, na co mam świadka w osobie młodszego osobnika płci męskiej. )

I to jest koniec relacji i dialogu, reszta dnia stracona.

Jak On może mnie posądzać, o przewinienie tak straszne, przecież NIE ZROBIŁAM TEGO!

A On patrzy i nie wierzy, bo nie wie, że matka (nie)specjalna ma nadprzyrodzone moce przenikania myśli jego. Interpretowania na swój styl rzecz jasna w kategoriach: winna / niewinna 

Tak uroczo upłynęło im pół dnia. On nie wiedział o co chodzi, Ona wiedziała. 

Rano coś się w mózgu jej załączyło i przypomniało się, że Panowie to raczej w kategoriach winy i kary, rzeczywistości tak prozaicznej jak niedokręcona nakrętka nie rozpatrują. Panowie to raczej rzadko, jeśli nie nigdy rzeczywistości tak  nie rozpatrują. Ale co tam! Ona - kobieta, matka (nie)specjalna czasem wie lepiej, zna myśli Jego!

Tylko ja wiem, czy to ciekawe i warte zamieszczania tutaj. Pyta się matka (nie )specjalna sama siebie (?) To ciekawe, że akurat tego NIE WIE i moce wszelkie jej wygasły. 

"

08:52, m-capuccino
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7